Dwa miesiące w nowym mieście

Minęły dziś równo dwa miesiące odkąd przeprowadziłam się z Łodzi do Konina. Patrzę na to teraz trochę z dystansu i mam wrażenie, że to był bardzo intensywny czas, w którym działo się wszystko naraz.

I wiem, że dla wielu osób ta zmiana była zaskoczeniem. Często słyszę pytania, dlaczego z większego miasta przeniosłam się do mniejszego. Pojawiają się też różne założenia — że to „dla chłopaka” albo z jakiegoś konkretnego powodu. I owszem, życie układa się różnie, ale prawda jest dużo prostsza i bardziej zwyczajna.

Sama pochodzę z małego miasta, nawet mniejszego niż Konin. W swoim życiu mieszkałam już w czterech różnych miastach i na przestrzeni lat bardzo mocno zmieniło się moje podejście do tego, gdzie i jak chcę żyć. Zrozumiałam, że najlepsze dla nas jest nie to, co wygląda najlepiej z zewnątrz, ale to, czego potrzebujemy w danym momencie.

Kiedyś, jako nastolatka, marzyłam o wielkich miastach, tempie i życiu „na pełnych obrotach”. A teraz moje życie weszło w zupełnie inny rytm — taki bardziej slow. Trochę zwolniłam, zaczęłam inaczej patrzeć na codzienność i zauważać rzeczy, które wcześniej mi umykały.

Czuję, że ta zmiana nie wydarzyła się tylko wokół mnie, ale też we mnie. I to jest dla mnie najciekawsze — że zmieniamy się razem z naszymi potrzebami, a decyzje, które kiedyś wydawałyby się dziwne, dziś po prostu stają się naturalne.

Na początku było trochę chaosu. Nowe miejsce, nowe obowiązki, ogarnianie codzienności od zera i próba znalezienia swojego rytmu w zupełnie innej przestrzeni. W takich momentach człowiek szybko orientuje się, ile małych rzeczy składa się na „normalne życie”.

Do tego dochodziły sprawy prywatne i zawodowe, które też wymagały mojej uwagi, więc naturalnie zdziennikowana musiała na chwilę zejść na dalszy plan. I choć nie było mnie tu tyle, ile bym chciała, to wcale nie oznaczało, że nic się nie działo.

Wręcz przeciwnie — to był czas wielu przemyśleń.

Zaczęłam się zastanawiać, w jakim kierunku chcę dalej rozwijać zdziennikowaną, co chcę budować krok po kroku i jak mogłaby wyglądać jej przyszłość. Blog bardzo mnie cieszy i nadal jest ważną częścią tego wszystkiego, ale coraz wyraźniej widzę, że to dopiero początek większej drogi.

Mam w głowie i na etapie planów kilka naprawdę fajnych rzeczy — od bardziej rozbudowanej, profesjonalnej strony, po pomysły związane ze sklepem internetowym oraz całkiem inne projekty. Na wszystko przyjdzie jednak odpowiedni czas, bo wiem, że takie rzeczy trzeba budować spokojnie, bez pośpiechu.

I mimo tej przerwy Wy nadal tu jesteście.

Odwiedzacie bloga, czytacie, komentujecie moje SM, piszecie wiadomości i wspieracie to, co tworzę, nawet wtedy, gdy jestem mniej aktywna. To naprawdę dużo dla mnie znaczy i daje ogromną motywację do działania.

Dostaję też coraz więcej wiadomości od osób, które mówią, że moje treści pomagają im wrócić do journalingu albo po prostu zainspirować się do pisania. I to jest chyba najpiękniejsze w tym wszystkim — że coś, co tworzę, realnie do kogoś trafia.

Przy okazji chcę też jeszcze raz podziękować każdemu za wszystkie życzenia urodzinowe, które dostałam trzy dni temu.
Czytanie ich było dla mnie naprawdę miłym momentem. Dziękuję za każdą wiadomość i każde dobre słowo.

Na koniec jeszcze jedna ważna rzecz — problemy techniczne ze stroną, które były zgłaszane, zostały już naprawione. Dziękuję za cierpliwość i wszystkie zgłoszenia.

I jeszcze coś, co dzieje się „za kulisami” — cały czas pracuję nad projektem Wędrujących Dzienników. Obecnie mam trzy edycje: jedna już jest w drodze, drugą kończę, a trzecią właśnie zaczynam. To coś, co zajmuje dużo czasu, ale jednocześnie daje mi ogrom satysfakcji.

To był dla mnie ważny, przejściowy czas. Trochę chaotyczny, ale też bardzo potrzebny.

Dodaj komentarz