Dzisiaj serwuję Wam to, co skradło moje papiernicze serce — mini journale 😍
Na zdjęciach widzicie trzy maleństwa. Dwa z nich to klasyczne mini notesiki z pustymi kartkami, a trzeci został stworzony z myślą o przechowywaniu mini zdjęć. Wszystkie są tak małe, że można przypiąć je do torebki, plecaka, piórnika czy nawet portfela i mieć zawsze przy sobie.
I właśnie w tym tkwi ich urok.
Można zapisać w nich krótką myśl, ulubiony cytat, małe wspomnienie z dnia albo zrobić szybki szkic. Mogą stać się mini pamiętnikiem, dziennikiem podróży albo kolekcją drobnych chwil, które łatwo przeoczyć w codziennym biegu.
Ja od razu pomyślałam też o zbieraniu pamiątek!
Pieczątki z odwiedzanych miejsc, bilety, znaczki pocztowe, etykiety, naklejki czy nawet papierek po cukierku zjedzonym podczas wyjazdu. Niektóre pieczątki pewnie okażą się większe od stron, ale czy to problem? Wręcz przeciwnie! Odbita na dwóch stronach albo tylko fragmentarycznie może wyglądać jeszcze bardziej klimatycznie.
Mam wrażenie, że takie mini journale idealnie wpisują się w ideę zatrzymywania małych momentów. Nie trzeba tworzyć rozbudowanych rozkładówek ani poświęcać na to godzin. Wystarczy jedno zdanie, jeden drobiazg, jedno wspomnienie.
Szczerze? Jestem nimi zachwycona!!!
Mam już plan, żeby wykorzystać je głównie podczas podróży i wyjazdów. Myślę, że po kilku miesiącach mogą stać się naprawdę wyjątkową kapsułą wspomnień.
A Wy co myślicie?
Mini journale – HIT czy KIT?
Korzystalibyście z takich maleńkich notesów?










Dodaj komentarz